Kultura, tradycja i sztuka a współczesna ekonomia

Marcin Niewęgłowski

 

Termin „kultura” należy do bardzo pojemnych haseł. Można się nim posługiwać zarówno w kategoriach kultury osobistej (zbioru wzorcowych zachowań), jak i fizycznej (aspektu pielęgnowania zdrowia człowieka). Kulturę pojmuje się także w kontekście materialnego i niematerialnego „kreatywnego” dorobku społeczeństwa albo kojarzy się ją z kwestią budowania tożsamości. Od ponad dwóch dekad nasze rozumienie poszerza się o kolejne pole – ekonomii i tym samym wymaga znalezienia odpowiedniego miejsca w gospodarkach miast, regionów oraz państw.

Niespodziewane początki

Impuls do zmian w postrzeganiu kultury (i sztuki) przyszedł pod koniec lat 90. ubiegłego wieku z dwóch stron świata. Najpierw w 1994 roku w Australii lewicowy rząd Paula Keatinga ogłosił powstanie „Creative Nation” – dokumentu opisującego politykę kulturalną. Utrwalał on sztuczny, bo pochodzący z XIX wieku, podział na kulturę/sztukę niską i wysoką. Konstytuował także wielokulturową tożsamość Australijczyków, którzy byli „białymi” potomkami osadników z Europy, ale wywodzili się także z Aborygenów (rdzennych mieszkańców tego kontynentu) i emigrantów z Azji. Ustanowienie polityki kulturalnej sprawiło, że kulturę zaczęto traktować w kategoriach ekonomicznego potencjału (przemysłów kultury). Prace w tym zakresie rozpoczęto od korzeni, czyli od inwestycji w edukację oraz badania z zakresu multikulturowej tożsamości – W tym celu powołano do życia Australian National Institute for Indigenous Performing Arts. W ciągu pierwszych czterech lat obowiązywania „Creative Nation” na rozwój przemysłów kultury i sztuki przeznaczono ponad 252 mln dolarów australijskich (ponad pół miliarda złotych). Inwestycja przyniosła po latach efekty – obecnie przemysły kreatywne w Australii to część gospodarki o wartości trzynastu miliardów dolarów australijskich, zapewniająca pracę dla 336 tys. ludzi.

Po Australii – i niejako w następstwie tam zapoczątkowanych zmian – impuls zmian w postrzeganiu kultury dało Zjednoczone Królestwo. W 1998 roku brytyjski Departament Kultury, Mediów i Sportu (DCMS) stworzył klasyfikację przemysłów kreatywnych. Podzielił je na trzy sektory:
– sztuk i rzemiosła (sztuki performatywne, rzemiosło artystyczne oraz przemysł muzyczny, rynek sztuki i antyków),
– produkcji kreatywnej (wydawnictwa, biznes modowy, media oraz przemysły: filmowy i wideo oraz gier komputerowych),
– usług kreatywnych (reklama, architektura, wzornictwo-design).
Wtedy to po raz pierwszy oficjalnie kultura i sztuka (także ta tradycyjna) zyskały nową wartość – wartość ekonomiczną. Według ostatnich danych, opracowanych przez Centre for Economics and Business Research (CEBR), sztuka i kultura odpowiada za 0,4% brytyjskiego PKB (przy inwestycjach rzędu 0,1% PKB). W 2011 roku oba obszary wygenerowały wartość dodaną dla tamtejszej gospodarki na poziomie 5,9 mld funtów. Kultura i sztuka mają także swój wkład w rozwoju turystyki Wielkiej Brytanii. Wynosi on minimum 856 mln funtów w skali roku.

Wydarzenia z Australii i Wielkiej Brytanii skłoniły Unię Europejską do zajęcia się tym tematem. W 1999 roku opublikowano „Deklarację z Essen”, która zawierała dziesięć postulatów przemysłów kultury. Zgodnie z nimi kultura i sztuka odpowiadają za tworzenie miejsc pracy. Tym samym ich ranga w ekonomii zmieniła się z wagi państwowej na międzynarodową. Obecnie szacuje się, iż jedno euro zainwestowane w kulturę generuje kolejne cztery euro. Dlatego też takie miasta jak Essen, Liverpool czy Bilbao postawiły na twórcze wartości w szukaniu recepty na swoją przyszłość w XXI wieku. Ale ten trend nie jest wyłącznie charakterystyczny dla Europy. Gdy Michael Bloomberg był burmistrzem Nowego Jorku, budował za pomocą kultury i sztuki przewagę konkurencyjną nad innymi miastami. Z kolei burmistrz San Francisco – Ed Lee – twierdzi, że nowatorskie rozwiązania biznesowe powstają tam, gdzie żyją utalentowane jednostki, czyli w miejscu, które oferuje nietuzinkowy miejski lifestyle zbudowany na bazie kreatywnych wartości.

Krytycy wpływu kultury i sztuki na gospodarkę miast i krajów mogą kontrargumentować, że są to odosobnione głosy lub też subiektywne poglądy. W zgodzie z teorią wpływu pozostają jednak międzynarodowe raporty, m.in. „Citi for Cities”, „Good Country Index” czy „Country Brand Index”. Raport „Atrakcyjność inwestycyjna województw i podregionów Polski” jasno pokazuje, że inwestycje w sztukę i kulturę mają bezpośredni wpływ na inwestycje zagraniczne. Co więcej, stymulują one przedsiębiorczość. Autorzy raportu „Startup Genome” zauważyli wyraźną korelację pomiędzy dużą i dynamiczną sceną artystyczną, a startupowym ekosystemem. Przykładem tego jest Berlin, a także Austin w Teksasie. Ich success stories są inspiracją dla innych miast.

Siła tradycji na świecie

W ostatnich latach tematem wykorzystania siły tradycji w tworzeniu nowych kreatywnych możliwości gospodarczych zainteresował się rząd Indonezji. Azjatycki kraj, w którym od dawna powstają i działają fabryki międzynarodowych koncernów odzieżowych, powoli zaczyna odkrywać swój twórczy potencjał. Jest nim muzułmański design, którego rynkową wartość w skali świata szacuje się na 100 miliardów dolarów. Indonezja jako kraj w 87% zamieszkany przez wyznawców Allaha chce stać się globalnym łącznikiem (hubem) w tym obszarze. Stara się wyznaczać trendy zarówno dla konserwatywnych odbiorców w Arabii Saudyjskiej i Afganistanie, jak i dla bardziej liberalnych konsumentów pochodzących np. z Malezji.
W rozwój muzułmańskiego designu w tym kraju angażuje się Mari Pangestu – minister ds. turystyki oraz kreatywnej ekonomii. To jej resort od 2011 roku w imieniu rządu indonezyjskiego (razem z międzynarodowymi partnerami jak: British Council, londyński Centre of Fashion Entreprise) realizuje program „Indonesia Fashion Forward” wspierający rozwój obiecujących projektantów z Indonezji na rynkach zagranicznych (Europa, Australia, Azja). I tym samym przyczynia się do tworzenia globalnych, kreatywnych marek. Trzyletni program zakłada, że designerzy zdobędą doświadczenie w zakresie prowadzenia biznesu (branding, marketing, produkcja, wycena). Projektanci są wyłaniani podczas corocznych targów Jakarta Fashion Week. To wydarzenie pokazuje, jak mocno moda i wzornictwo z tego kraju są nasiąknięte odwołaniami do tradycji (wykorzystanie oryginalnej techniki malarskiej „batik”, lokalnych i starożytnych symboli oraz unikalnego koloru khaki).
O znaczeniu sektora kreatywnego dla Indonezji świadczą dane. Szacuje się, że przemysły kreatywne w tym kraju odpowiadają za wytworzenie 7% PKB. Według danych Ministerstwa Handlu 64% sprzedaży zagranicznej dóbr i usług kreatywnych przypada na wspomnianą branżę modową. W zeszłym roku było to ponad 11 mld dolarów. Drugim liczącym się sektorem jest rzemiosło. Niestety do tej pory działania w zakresie przemysłów kreatywnych nie przekładały się na lokalny grunt. Chociaż od pewnego czasu są prowadzone pierwsze pilotażowe projekty w Surakarcie oraz Yogyakarcie.

Program „Indonesia Fashion Forward” nie jest jedyną inicjatywą, która zacieśnia współpracę pomiędzy Wielką Brytanią, a azjatyckimi krajami w zakresie przemysłów kreatywnych. W tym obszarze działa także prestiżowa London Business School. Ta uczelnia wyższa realizuje (w ramach programu MBA) tygodniowy wyjazd do Indii. Podczas niego uczestnicy zapoznają się ze specyfiką funkcjonowania branży modowej w tym kraju, jej globalnymi sukcesami (poprzez spotkania z designerami, którym się to udało, np.: Narendrą Kumarem i Azeemem Khanem) oraz wymieniają się spostrzeżeniami co do kierunków rozwoju sektora.

Pomysł na biznes w oparciu o tradycję nie jest obcy także Haiti – przedsięwzięcie zainicjował wiosną tego roku premier Laurent Lamothe. W przeciwieństwie do większości krajów Haiti nie chce używać określenia „przemysły kreatywne”. Stephanie Balmir Villedrouin, minister turystyki tego państwa odpowiadająca zarazem za tematykę sektorów kreatywnych, propaguje koncepcję „przemysłu rzemieślniczego”. Wynika to z obranej formuły pt. „Kreatywna Wioska”. Zakłada ona m.in. skupienie się na zaangażowaniu nauki na rzecz designu oraz rozwoju i promocji marki „haitańskie rzemiosło” (w obszarze wnętrzarskich dekoracji dla branży hotelarskiej).

Tradycja i kultura są także motorem zmian zachodzących w Afryce i Brazylii. Zwraca na to uwagę raport „100 Things to Watch in 2014” autorstwa wywiadowni JWTIntelligence. Co będzie kolejnym kreatywnym towarem eksportowym Czarnego Lądu po Nollywood oraz brzmieniach afrobeat? Sztuka współczesna oraz moda. W 2013 roku w Wielkiej Brytanii i USA zorganizowano pierwsze wydarzenia pokazujące twórczy dorobek afrykańskich artystów. Przełomowym wydarzeniem była także aukcja afrykańskiej sztuki współczesnej i nowoczesnej, która w listopadzie ubiegłego roku odbyła się w Nairobi (stolicy Kenii). Od tamtej pory świat zaczął postrzegać ten kontynent także pod kątem kreatywnych wartości.
Z kolei dla Brazylii tradycja zamieniona w biznes stanowi jeden z elementów globalnej ekspansji (głównie na terenie USA). Jesienią 2013 roku Brazilian Trade and Investment Promotion Agency (odpowiednik PAIZ) zorganizował w Nowym Jorku „Be Brasil” – targi promujące południowoamerykański kraj na polu m.in. sztuki, designu i mody. Kilka tygodni później Brazylia była specjalnym gościem „Miami Art Week”. W ramach projektu „Brazil ArtFair” zaprezentowało się piętnaście galerii, dwadzieścia najważniejszych firm designerskich oraz setki artystów. Ale to nie wszystko. W zeszłym roku zrobiło się głośno wokół publikacji książki „Art Cities of the Future”. Jej autorzy twierdzą, że XXI wiek w zakresie wyznaczania trendów w sztuce współczesnej będzie należeć do m.in. brazylijskiego Sao Paulo.

Twórcze inkubatory – synergia tradycji, sztuki i biznesu

Autorzy wspomnianego już raportu „100 Things to Watch in 2014” zwrócili uwagę na jeszcze jeden kierunek rozwoju, który z perspektywy sztuki tradycyjnej, wzornictwa i przemysłów kreatywnych ma szczególne znaczenie. Mowa o „twórczych inkubatorach” (art incubators). Co się kryje pod tą nazwą? Obecnie coraz częściej instytucje kulturalne decydują się rozszerzyć zasięg swoich dotychczasowych działań o inicjowanie lub też inkubowanie (często interdyscyplinarnych) przedsięwzięć oddziałujących na nie oraz ich otoczenie.

Pierwszy taki obiekt został otwarty latem tego roku w nowojorskim The New Museum. Twórczy inkubator w tym miejscu jest hybrydą przestrzeni zawodowej i edukacyjnej, otwartą w trybie 24/7. Został stworzony do działań na pograniczu sztuki, designu i technologii. W jego powstanie zaangażowano kilkunastu wybitnych przedstawicieli świata architektury, designu, technologii oraz sztuki. Docelowo inkubator przy The New Museum ma pomieścić sześćdziesiąt startupów i przedsiębiorców. Członkowie tego interdyscyplinarnego centrum mogą (oprócz przestrzeni biurowej) liczyć także na wsparcie mentorskie oraz korzystać z szeregu tworzonych dla nich programów.
Efektem tych prototypowo-eksperymentalnych działań mają być pomysły i rozwiązania, które pozwolą lepiej funkcjonować Nowemu Jorkowi. Autorzy tego inkubatora myślą o oddziaływaniu na takie kwestie jak: środowisko, komunikacja, ubóstwo, transport oraz żywność. Chcą oni także pokazać, że koncepcje gotowe do zastosowania w rzeczywistości generuje także świat artystyczny. Docelowo projekt The New Museum ma być połączeniem think tanka, biura coworkingowego, akceleratora oraz laboratorium.

Na początku 2014 roku The Los Angeles County Museum of Art ogłosiło nabór do projektu Art + Technology Lab. W jego wyniku mają powstać interdyscyplinarne laboratoria służące jako platforma współpracy dla artystów i ludzi ze świata technologii. O randze projektu świadczy fakt, iż zaangażowały się w niego takie firmy jak: Google czy SpaceX. Oprócz miejsc do eksperymentów The Los Angeles County Museum of Art będzie oferowało specjalne granty na działania. Przy okazji warto wspomnieć o inicjatywie American Folk Art Museum. Na początku 2014 roku zaprosiło ono trzynastu projektantów, aby stworzyli projekty ubrań inspirowane kolekcją muzeum. I tak powstała wystawa „Folk Couture: Fashion and Folk Art”. Jej wyjątkowość polega na tym, że pokazywała, jak zaskakujące rezultaty może przynieść poszukiwanie inspiracji w tradycji.

Zanim muzea w USA odkryły swój interdyscyplinarny potencjał, na podobne „nieinstytucjonalne” przedsięwzięcia można się już było natknąć w Europie. Od 2006 roku w stolicy Kopenhagi odbywają się Alt_Cph – targi alternatywnej sztuki. Wydarzenie przygotowują organizatorzy Copenhagen Art Week we współpracy z Uniwersytetem IT w Kopenhadze oraz The Factory of Art & Design. W tym roku przestrzeń Alt_Cph wypełniły pionierskie projekty łączące sztukę i naukę.

O tym, że twórcze inkubatory nie są wytworem jednego sezonu, świadczą coraz liczniejsze projekty biznesowe, w których kultura i sztuka występują nie jako snobistyczny dodatek, ale prawdziwa wartość dodana. Podczas ostatniej odsłony London Design Week marka motoryzacyjna MINI zorganizowała specjalną wystawę, na której zaprezentowano futurystyczne wizje designerów i projektantów odnoszące się do podróżowania i mobilności. Marka MINI zdecydowała się na taki krok, ponieważ chciała spojrzeć w przyszłość swojej branży z perspektywy ludzi, którzy nie pracują w niej na co dzień. Wśród artystycznych pomysłów znalazły się koncepcje samochodu jutra, który zachowuje się niczym żywy organizm.

Nauka z Europy

Sztuka tradycyjna jest wzorniczym paliwem dla przemysłu modowego. A on z kolei odpowiada za generowanie eksportowych zysków dla branży detalicznej. Tak przynajmniej dzieje się w Wielkiej Brytanii. Globalny sukces brytyjskich marek modowych (Asos, Farfetch, Net-a-Porter, Burberry, Barbour) przyczynił się do wygenerowania przez wyspiarski sektor e-commerce w 2013 roku zysków na poziomie 720 mln funtów – twierdzą autorzy raportu „The Global Retail E-mpire”. Szacuje się, iż w Wielkiej Brytanii jest około 100 tys. projektantów generujących roczną sprzedaż o wartości 16 mld euro.
Wielka Brytania stara się szeroko wykorzystywać potencjał sztuki i kultury. W latach 2011-2014 z inicjatywy Arts Council England oraz Arts & Humanities Research Council realizowano pilotażowy program „Digital R&D Fund for Arts and Culture”. Skupiał się on na stymulowaniu projektów badawczo-rozwojowych z pogranicza sztuki i technologii. Efektem starań miały być nowe sposoby docierania do widzów oraz opracowanie nowych modeli biznesowych dla kultury. Finalnie stworzono kilkadziesiąt przedsięwzięć. Jednym z nich jest Culture Label – projekt mający pomagać artystycznym organizacjom w wejściu na rynek sklepów z niespodziankami.
Nie mniej prekursorską inicjatywą było powołanie Interface, czyli corocznego networkingowego spotkania przedstawicieli instytucji kultury i sztuki z lokalnymi młodymi firmami z obszaru digital i nowych mediów. Przyjęło ono formułę tzw. „speed-datingu”, czyli krótkich i rzeczowych rozmów „jeden na jeden”. Organizatorzy Interface kojarzą strony na podstawie ich wcześniej zadeklarowanych zainteresowań i specjalizacji. Spotkania służą stworzeniu nowych form współpracy pomiędzy tradycyjnymi instytucjami kultury (Barbican, Royal Albert Hall), a młodymi lokalnymi firmami, często startupami. Do tej pory odbyły się dwie edycje tego wydarzenia: w Londynie oraz Brighton.
Nawet w takich miejscach jak stolica Wielkiej Brytanii znaczenie tradycyjnej sztuki pozostaje w dalszym ciągu nieodkryte i wymaga promowania. Takie zadanie miał specjalny projekt, który w tym roku towarzyszył London Design Week. W jego ramach promowano dorobek lokalnych marek i kreatywnych butików z West End Design Quarter. Aby zachęcić ludzi do odwiedzenia tego kwartału, zaangażowano markę kart płatniczych Visa. Na czas trwania London Design Week każdy posiadacz karty mógł liczyć na zniżki w sklepach i butikach operujących na West End Design Quarter.
Artyści oraz przedstawiciele świata sztuki biorą także udział w projektowaniu rozwiązań przyszłości. Przykładem tego jest dwudziestoletnia już działalność FutureEverything. Interdyscyplinarna organizacja funkcjonuje na pograniczu technologii, kultury i nauk społecznych. Co roku jej członkowie spotykają się w Manchesterze, aby przedstawiać prototypy rozwiązań. Jednym z nich jest ArtsAPI – narzędzie analityczne, które poprzez zbieranie informacji o organizacjach artystycznych (ich działalności i dorobku oraz relacjach z innymi) pomaga w tworzeniu i wskazywaniu nowych rozwiązań, a także modeli biznesowych. Ta aplikacja jest odpowiedzią na problem Big Data w środowisku artystycznym i kulturalnym.
Można zauważyć, iż wieloletnie działania Wielkiej Brytanii w zakresie przemysłów kreatywnych są swoistym przedłużeniem imperialnego myślenia tego państwa. Do lat 60. ubiegłego wieku Londyn był imperium pod kątem terytorialnym. Od paru lat trwa stopniowe przenoszenie tego sposobu myślenia na grunt związany z rozwojem i innowacyjnością. Za przejaw tego można uznać projekt Olympicopolis. Zakłada on stworzenie kompleksu edukacyjno-kulturalnego na obszarze Queen Elizabeth Olympic Park. W skład konglomeratu ma wejść nowe centrum kultury i dziedzictwa, edukacyjne centrum technologii, szkoła designu oraz przestrzeń dla przedsiębiorców. Projekt, za którego realizacją mocno optuje Boris Johnson (burmistrz miasta), ma diametralnie odmienić oblicze Wschodniego Londynu. Dzięki Olympicopolis dzielnica ma szansę stać się globalnym centrum dla przedsiębiorczości, innowacyjności, badań i edukacji. Koncepcja Olympicopolis wpisuje się w dalekosiężny plan przekształcenia (do 2025 roku) Wielkiej Brytanii w globalnego huba w zakresie przemysłów kreatywnych. Jednym z filarów ma być wielokulturowa spuścizna.
Jednak zanim do tego dojdzie, liderami w zakresie wykorzystywania tradycji i rzemiosła w tworzeniu biznesu będą w dalszym ciągu kraje skandynawskie. Świadczy o tym nie tylko zdobycie przez Helsinki tytułu World Design Capital w 2012 roku. Sukces skandynawskiego wzornictwa bierze się z czerpania z różnorodności. Ukształtowały ją kultura i tradycja oraz mentalność mieszkańców poszczególnych krajów. Szwedzki design wykorzystuje pastelowe kolory oraz drewno, aby nadać przedmiotom ciepły wyraz. Z kolei duńskie wzornictwo posiłkuje się lakierowymi rozwiązaniami oraz odświeża tradycyjne koncepcje z lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Fiński design podąża ku nowoczesności. Wzornictwo ze wszystkich wspomnianych krajów łączy wysoka jakość, estetyka, prostota oraz funkcjonalność i użyteczność. W ostatnich latach doszedł aspekt ekologii i zrównoważonego rozwoju. Design z państw skandynawskich odzwierciedla ich specyfikę. W fińskim wzornictwie odbija się kultura natury (jeziora, woda) oraz wiara w życie pozaziemskie. Z kolei w duńskiej szkole designu można natknąć się na inspiracje kadłubami statków, a w norweskiej – rozwiązania zaczerpnięte z historii Wikingów.
O tym jak rzemiosło i tradycja wpływają na kształt wzornictwa, najlepiej opowiedzieć na przykładzie Szwecji. Od zarania dziejów design tego kraju wiąże się z życiem na wsi oraz przyrodą (ziemia, woda, powietrze). Przejawem tego jest “lantlig” – styl odnoszący się do rzeczy i przedmiotów nadgryzionych zębem czasu. Dzięki nienowoczesnemu wyglądowi i charakterowi przedmioty dają inspirację szwedzkim projektantom szukającym natchnienia w wartościach romantycznych i idyllicznych. Ponadto funkcjonalność tego wzornictwa (często pomijana lub też zdominowana przez estetykę) wynika z silnego zakorzenienia w historii i tradycji: spuścizny rzemieślniczej opartej na tworzeniu użytecznych przedmiotów. Dzięki temu Szwedzi wiedzą, że design ma znaczenie nie tylko przy projektowaniu mebli. Jest on kluczowy w niemalże każdej dziedzinie życia, np. przy zagospodarowaniu przestrzeni miejskiej.
Rzemieślniczy charakter wzornictwa skandynawskiego przekłada się także na sposób podejścia do biznesu. Łączy ono masowy rynek z designerskimi produktami wykonywanymi w sposób ręczny. Skandynawscy projektanci nie tolerują podwykonawstwa (outsourcingu) we wzornictwie. Do tego wspierają rozwój rzemiosła opartego na manufakturach. Paradoksalnie mimo drogiej technologii i wysokich kosztów pracy, ponad 75% designerskich produktów z Finlandii trafia na rynki zagraniczne (Kanada, USA, Korea Południowa).

Dzieje się także w Polsce

W Polsce tradycja kojarzy się z sielską wsią lub folklorem pokroju zespołu „Mazowsze”. Jest ona często niesprawiedliwe oceniana i traktowana jako coś przaśnego. Tymczasem naszą rodzimą tradycję świat pojmuje raczej tak, jak zwykły Kowalski kulturę orientalną – jako zetknięcie z egzotyką. Świadczą o tym chociażby międzynarodowe sukcesy zespołów muzycznych takich jak: Kapela ze Wsi Warszawa (Warsaw Village Band) czy Dikanda. Wielkim zainteresowaniem cieszy się twórczość producenta o pseudonimie Gooral, który łączy motywy góralskie z eksperymentalną muzyką elektroniczną. Jezioro Siemianówka niedaleko Puszczy Białowieskiej było scenerią do głośnego filmu fantasy „Opowieści z Narni”. Odnośniki do polskiej tradycji można odnaleźć nawet w sztuce ulicznej (np. w Białymstoku).
Nie inaczej dzieje się z designem. Głośnym echem odbił się kształt polskiego pawilonu podczas Expo 2010 w Chinach. Zachwycił on obcokrajowców, ponieważ budynek, w którym prezentował się nasz kraj, przypominał jedną wielką wycinankę ludową. Odwiedziło go 8,5 mln osób i tym samym przyciągnął on większą uwagę aniżeli wystawy z Włoch czy Hiszpanii. O polskiej tradycji w kontekście designu zrobiło się ponownie głośno trzy lata później. Absolwenci Politechniki Wrocławskiej wygrali konkurs „Furniture Design Awards 2013” w Singapurze. Ich praca – siedzisko „Hive” (które swoim kształtem nawiązuje do struktury plastra miodu) – pokonała setki projektów z kilkudziesięciu krajów.
Na powtórzenie sukcesu z Chin we Włoszech – bo to tam, a dokładnie w Mediolanie, odbędzie się przyszłoroczne Expo – liczą polskie władze. Jak będzie wyglądać pawilon Polski? Połączy tradycję z nowoczesnością. Międzynarodowe targi Expo 2015 są organizowane pod hasłem „Wyżywienie planety, energia dla życia”. Stąd też Polska postawiła na narrację o wielkim znaczeniu swojego rolnictwa i gospodarki żywnościowej. Wyrazem tego będzie pawilon wykonany w kształcie skrzynek na jabłka – bowiem nasz kraj jest znanym eksporterem tych owoców. Polski pawilon będzie równocześnie przypominać bryłę składającą się z hashów, czyli internetowych znaków #, które stanowią jeden z symboli społeczeństwa informacyjnego.
O tym, że Polska ma bogatą historię w zakresie designu świadczy tegoroczny jubileusz pięćdziesięciolecia istnienia Wydziału Form Przemysłowych krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych – pierwszego w kraju wydziału, na którym można było studiować wzornictwo. Dla jego twórców punktem odniesienia była rodzima tradycja Stowarzyszenia Warsztatów Krakowskich (przedwojennej interdyscyplinarnej organizacji o charakterze rzemieślniczym) oraz niemieckiej filozofii Bauhausu. Jubileuszowi towarzyszy plenerowa wystawa „Wzornictwo z Krakowa” (http://wzornictwozkrakowa.pl). Wśród nowatorskich projektów (hełm do amerykańskiego supernowoczesnego skafandra kosmicznego BioSuit) można także znaleźć te, które odnoszą się do tradycji. Katarzyna Łupińska stworzyła markę Massada Eyewear, która oferuje oryginalne oprawki do okularów stylizowane na lata 30. i 40. ubiegłego wieku.
Od paru lat, w szczególności dzięki zakupom w sieci, kwitnie moda na rękodzieło. Dotyczy to także Polski. Na krajowym rynku działa już kilka platform skupiających producentów rękodzieła. Są nimi Decobazzar, Pakamera oraz 100 Palców i MyBaze. Potencjał polskiego rynku rękodzieła dostrzegł także międzynarodowy gracz – niemiecka platforma DaWanda. Zadebiutowała ona nad Wisłą w połowie 2012 roku.
Na fali rosnącego zainteresowania rękodziełem pojawiły się rodzime marki wzornicze zainspirowane lokalnym folklorem. Przykładem tego jest sukces etnodizajnerskiej marki Goshico. Jej założycielki przekuły polską sztukę ludową na twórczy biznes. Firma zasłynęła z serii torebek, które wykonano z surowego filcu okraszonego łowickimi wzorami. Produkty tej marki są sprzedawane także za granicą m.in.: w Niemczech, Belgii oraz Norwegii. Planowane jest także wejście na rynek szwedzki i amerykański.
Kolejną polską firmą, która pokazuje, że dzięki sztuce ludowej i tradycji można tworzyć nowoczesny biznes jest firma Folkstar. Specjalizuje się w sprzedaży folkowych gadżetów: upominków i prezentów. Można kupić zarówno skarpetki, poduszki, ceramikę, jak i ubrania oraz biżuterię tej marki. Firma Marty Wróbel stanowi jeszcze jeden dowód na to, że polskie wzornictwo inspirowane tradycją może być atrakcyjne i pożądane w kraju, ale i na świecie. Zresztą stawia się je pośród najlepszych. Można zetknąć się z opiniami, że wielu obcokrajowców utożsamia polskie wzornictwo ze skandynawskim, oceniając je równie wysoko. Cechą wspólną dla designu w tych krajach są trzy wartości: prostota, czystość formy oraz stosowanie naturalnych materiałów.
Sztuka ludowa w Polsce ma bogate, często nieodkryte możliwości. Podczas konkursu „Dobry Wzór 2014” organizowanego przez Instytut Wzornictwa Przemysłowego nie zabrakło przykładów na to, jak tradycja unowocześnia. W kategorii „Dobry Wzór 2014 w Sferze Domu” wygrał projekt grzejnika autorstwa Jacka Rynia. Czym ujął on jury? Nawiązaniem do tradycyjnej plecionki, którym autor projektu przełamał banalny schemat budowy grzejnika domowego. Docenić należy nie tylko wzory, ale i materiały. Od kilku lat mówi się o tym, że wielkim towarem eksportowym Polski mogą być produkty wykorzystujące bursztyn (np. biżuteria). Głównym odbiorcą tych towarów są Chiny. Bursztyn stał się po prostu towarem ekskluzywnym.

W powojennej zmianie granic Polski można odnaleźć ciekawe wątki związane z odkrywaniem tożsamości na nowo. Dotyczy to np. Szczecina, hanzeatyckiego miasta o bogatej wielonarodowej historii (szwedzko-prusko-niemieckiej), które po II wojnie światowej znalazło się w granicach Rzeczpospolitej. Po wielu latach jego polscy mieszkańcy odkryli fakt istnienia „białej ceramiki”. Jest to potoczna nazwa szczecińskiej ceramiki, która na Pomorze Zachodnie trafiła 200 lat temu z Holandii. Charakteryzowała się śnieżnobiałym kolorem oraz niebieskimi wzorami. A że była bardzo droga, to szczecińscy rzemieślnicy postanowili produkować własną pod marką „Stettiner Waren”. Biała ceramika z motywami różnych roślin i kwiatów powędrowała w świat, dzięki czemu stała się rozpoznawalna. Jej potencjał odkryły kilka lat temu władze Szczecina. Ceramika „Stettiner Waren” stała się pamiątką turystyczną produkowaną przez trzy certyfikowane pracownie.
Silna tożsamość regionalna jest motorem rozwoju designu na Śląsku. Napędzają to mocne podmioty jak: Akademia Sztuk Pięknych w Katowicach, Design Silesia, Rondo Sztuki, Made In Śląsk, Geszeft oraz Zamek Cieszyn. Nie bez powodu mówi się o tym, że Śląsk wyrasta w Polsce na lidera w zakresie tematyki service design oraz design thinking. Lokalny patriotyzm przekłada się także na powstawanie miejskich marek. W Katowicach powstała „0-32” – wyrażająca to, co najcenniejsze w mieszkańcach śląskiego miasta. Jak można się domyśleć, nazwa brandu to numer kierunkowy do Katowic.

Polskie wzornictwo ku przyszłości

Rodzime przykłady pokazują, że wzornictwo może rozwijać się w wielu kierunkach. Pod koniec zeszłego roku do sieci dyskontów Biedronka w Polsce trafiły sukienki i tuniki zaprojektowane przez czworo studentów Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Wygrali oni konkurs „Młodzi projektanci dla Biedronki”. Projekt okazał się sukcesem komercyjnym. Sprzedano łącznie 25 tys. produktów autorstwa łódzkich studentów wzornictwa. Jak to przy pierwszych tego typu przedsięwzięciach bywa, nie zabrakło krytyki ze strony części środowiska. Niektóre z zarzutów dotyczyły samej współpracy łódzkiej ASP z siecią dyskontów.
Inną interesującą tendencją, którą można zauważyć w polskim wzornictwie, jest podążanie w stronę nauki. Zwiastuje to powstawanie (za 21 mln złotych) Akademickiego Centrum Designu w Łodzi. Inwestycja łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych w stworzenie ośrodka badawczo-rozwojowego dla przemysłów kreatywnych, a dokładnie dla wzornictwa przemysłowego ma na celu stworzenie centrum, które przyczyni się do powstania nowoczesnego wzornictwa w prawdziwie łódzkim wydaniu. Pozwoli głębiej sięgnąć do tradycji regionu. Akademickie Centrum Designu ma być gotowe w 2016 roku.
Nie mniej ambitnie zapowiada się inwestycja realizowana na terenie dawnej Stoczni Gdynia. W czerwcu wmurowano kamień węgielny pod budowę Parku Konstruktorów. Na powierzchni ponad 5,5 tys. m2 za ponad 44 mln złotych powstaną pomieszczenia przeznaczone na prototypownie, działalność projektową i eksperymentalną oraz wzorcownie. Park stanie się miejscem do interdyscyplinarnej współpracy artystów, designerów i inżynierów, którzy będą rozwijać projekty „od koncepcji do produktu”.
Czy usługi przyszłości mogą być tworzone właśnie teraz w Polsce? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z tym zadaniem postarała się zmierzyć rodzima ekipa artystyczna panGenerator. Najnowszym efektem ich prac jest „Neclumi”: pomysł na markę biżuterii na miarę czasów wearable technology, w których technologia i odzież będą stanowiły jedną całość. Według Euromonitora tego typu urządzenia wejdą do powszechnego użytku już w 2016 roku. Ekipa panGeneratora postanowiła wyprzedzić nieco czas, tworząc prawdopodobnie pierwszą na świecie biżuterię wykonaną w standardzie wearable technology. Kobieta nie będzie nosiła jej fizycznie na szyi. „Neclumi” będzie pojawiała się na ciele za pomocą specjalnej aplikacji mobilnej oraz projektora kieszonkowego. Co ciekawe ta interaktywna biżuteria zachowuje się jak prawdziwa. Przy wykonywaniu ruchów podlega prawom fizyki. Nie jest to oczywiście przykład zastosowania tradycji i tradycyjnej sztuki we wzornictwie, ale pokazuje niesamowite możliwości, które obecnie stoją przed projektantami.

Morze możliwości

Przedstawione wcześniej wydarzenia, tendencje, zjawiska i przedsięwzięcia to tak naprawdę tylko ułamek wszystkiego, co dzieje się obecnie na pograniczu tradycji, sztuki, wzornictwa oraz przemysłów kreatywnych. Opisywane tu zmiany zachodzące w Indonezji, dotyczą także wielu innych krajów. Pojawia się coraz silniejsza konkurencja dla tego azjatyckiego kraju. Turcja, podobnie jak Indonezja, chce odgrywać pierwsze skrzypce i być globalnym hubem w zakresie „muslim fashion”.
Pomimo niezbyt dobrego wizerunku religii muzułmańskiej na świecie, w wielu miejscach można zauważyć rosnące zainteresowanie bliskowschodnią modą. Szczególną rolę w promocji „muslim design” odgrywają tzw. „digital influencerzy”, czyli wpływowe osoby, które swoją reputację i status zbudowały w sieci. Należy do nich Mariam Sobh – dziennikarka z Chicago. W 2007 roku uruchomiła ona bloga Hijabtrendz.com. Wśród brytyjskich promotorów muzułmańskiej mody warto wymienić: Dinę Toki-O (blogerkę) oraz Zukreat (vlogerkę). W 2010 roku pojawił się pierwszy blog na temat muzułmańskiej mody w Australii (muslimstreetfashion.blogspot.com.au). Warto także wspomnieć o Ascii Farraj, która była jedną z pierwszych muzułmańskich blogerek modowych pokazujących swoją twarz.
Ze skrzyżowania zachodniej kultury miejskiej oraz islamskich tradycji i wartości powstał niedawno nowy fenomen socjologiczno-kulturowy. Jest nim „mipster”, czyli osoba, która orientuje się w najnowszej muzyce i modzie, ale także czerpie inspiracje z muzułmańskich korzeni, boskich pism czy też mistycznych poetów i proroków. Nie bez powodu określa się „mipstera” jako „muzułmańskiego hipstera”. Ten oddolny ruch powstał jako wynik potrzeby młodych muzułmanów żyjących w USA (i w pełni utożsamiających się z tym krajem) zademonstrowania, że są wartościowymi ludźmi, którym nie w głowie religijny fanatyzm.

Podane w tym miejscu przykłady ze Skandynawii, Holandii, Australii czy Azji dobitnie świadczą o tym, że folklor może być kołem zamachowym dla przemysłów kreatywnych (design, muzyka, gry komputerowe, film). Wystarczy tylko chcieć eksplorować swoją tradycję. Czyli nie wstydzić się jej.