„Łapta złodzieja!”, czyli Ogólnopolska Akcja na Rzecz Ochrony Praw Autorskich Twórców Ludowych

Karolina Wanda Rutkowska

 

Jeśli wytwory sztuki ludowej określimy mianem produktów, których popularność stanowi silny bodziec dla rozwoju etnobranży, to warto przyjrzeć się temu zjawisku również pod kątem respektowania prawa autorskiego. Olbrzymi popyt na rękodzieło oraz tzw. etnodizajn dawno wyrósł ponad sezonową modę i przybrał postać trendu lub, jak kto woli, przeżywa swój złoty wiek. Niestety często nabycie jednego egzemplarza utworu mylone bywa z posiadaniem prawa do dysponowania tym dziełem.
Przy pomocy mniej lub bardziej zaawansowanych technik, chałupniczo lub na znacznie większą skalę, powstaje trudna do oszacowania ilość wyrobów pamiątkarskich. Większość z nich nawiązuje do charakterystycznych dla danego regionu ludowych motywów zdobniczych, albo jest ich dosłownym odwzorowaniem. Wybierając drogę na skróty, czerpie się całymi garściami ze „wspólnego dziedzictwa” i wprowadza do obrotu handlowego przedmioty przeważnie mizernej jakości, produkowane masowo i z pogwałceniem praw autorskich. Zalewanie rynku tzw. gadżetami reklamowymi już dawno odebrało tytuł monopolisty szacownej „Cepelii”, która oferowała oryginalne wyroby rękodzieła ludowego ze wszystkich regionów Polski.

Wpisując w wyszukiwarkę internetową dowolne hasło związane z polskim folklorem, np. wycinanka łowicka, otrzymujemy wiele zdjęć, linków do blogów, czy sklepów internetowych. Materiały te przedstawiają oryginalne dzieła twórców ludowych, ale także produkty designerskie. Powstaje coraz więcej firm zajmujących się produkcją i sprzedażą przedmiotów użytkowych nawiązujących do naszej rodzimej sztuki. Warto przyjrzeć się im z bliska. Mogę wyszczególnić dwa typy takich przedsiębiorstw.
Pierwszym są firmy odnoszące się z szacunkiem i przywiązaniem do tradycji naszego kraju, które wspierając twórcę ludowego, sprzedają jego wyroby. Przykładem takiej postawy może być działalność firmy Folkstar z Łowicza. Ciekawym pomysłem jest w tym przypadku dołączanie do oferowanego wytworu rękodzielniczego certyfikatu potwierdzającego jego autentyczność. Warto zauważyć, że owe świadectwa autentyczności podpisane są przez Sekretarza Stowarzyszenia Twórców Ludowych, Annę Staniszewską; są więc poświadczane przez instytucję nie tylko zrzeszającą twórców z całej Polski, ale także statutowo zajmującą się ochroną ich działalności artystycznej. Poza produktami wykonywanymi ręcznie przez twórców ludowych, łowicka firma sprzedaje także inspirowane rodzimym folklorem przedmioty codziennego użytku.
Na rynku, jak grzyby po deszczu, pojawiają się także firmy innej kategorii, które wykorzystują tradycyjne wzory, umieszczając je na swoich produktach bez wiedzy i zgody autora. Tu niestety mamy do czynienia z masowym łamaniem prawa.

W powszechnym mniemaniu prawną ochroną objęte są dzieła artystów profesjonalnych, posiadających dyplom magistra sztuki. W związku z tym niezwykle szybko rozwijającym się procederem, pod koniec 2011 r. z inicjatywy Muzeum Guzików w Łowiczu powołana została do życia Ogólnopolska Akcja na rzecz Ochrony Praw Autorskich Twórców Ludowych „Łapta złodzieja!”.
Na początku należy wyjaśnić pochodzenie tytułu akcji. Dawniej, gdy we wsi pojawiał się złodziej, kto żyw podnosił krzyk, aby ratować dorobek swój i wspólnoty. Gromkim krzykiem, którego celem było odstraszenie amatorów cudzej własności, alarmowano całą wieś o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Nazwa odnosi się także do tego, iż prawa autorskie twórców ludowych nie są traktowane poważnie. Wycinanka, rzeźba ludowa czy haft, zdają się być na marginesie prawa, poza ochronnym parasolem obowiązujących uregulowań. Raz użyta „niczyja” wycinanka pojawia się później na wyrobach branży pamiątkarskiej w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, przynosząc ich producentowi bardzo duże zyski (1). Warto dodać, że najczęściej ofiarami nieuczciwości padają najwybitniejsi twórcy ludowi.

28 listopada 2013 r. inicjatorzy wspomnianej wyżej akcji „Łapta złodzieja!” – mianowicie ja i mój ojciec Jacek Rutkowski – zostali zaproszeni do udziału w panelu dyskusyjnym pt. „Twórca nieprofesjonalny, jego dzieła a prawo autorskie”. Spotkanie było uroczystym zakończeniem wystawy pt. „Portrety twórców nieprofesjonalnych z archiwum fotograficznego Bolesława i Liny Nawrockich” (2). Bolesław Nawrocki wkładał wiele wysiłku w ochronę twórców nieprofesjonalnych, dlatego uważam za istotne przybliżyć jego sylwetkę. Część informacji dotyczących życia i działalności Bolesława Nawrockiego usłyszałam od jego córki, Maryi Nawrockiej-Teodorczyk, podczas wspominanego wyżej panelu.
Mecenas Nawrocki urodził się w 1924 r. w Warszawie, jako syn artysty malarza, Bolesława Antoniego i Janiny z domu Neuding. W czasie drugiej wojny światowej ukończył liceum, jednak studia rozpoczął dopiero po zakończeniu działań wojennych. Z wykształcenia był prawnikiem, zajmującym się prawem międzynarodowym. W 1957 r. odebrał dyplom na wydziale fortepianu Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Łodzi. Do połowy lat 80. XX w. współpracował z francuskim Krajowym Centrum Badań Naukowych (Centre National de la Recherche Scientifique). We Francji studiował prawo międzynarodowe i muzykologię. W 1960 r. uzyskał tytuł doktora nauk prawnych Uniwersytetu Paryskiego. Powróciwszy do kraju związał się z Uniwersytetem Łódzkim i Uniwersytetem Gdańskim; współpracował też z Instytutem Nauk Prawnych PAN w Warszawie. Publikował prace naukowe z dziedziny prawa międzynarodowego, prawa autorskiego i muzykologii. Uzyskaną wiedzę i doświadczenie wykorzystywał m.in. w pracy dla UNESCO (w latach 1961-1965). Był znanym i cenionym koneserem i mecenasem sztuki, wiele czasu poświęcił na kolekcjonowanie dzieł wybitnych polskich malarzy i rodzimej sztuki ludowej. Pasję tę dzielił ze swoją żoną Liną. Poza gromadzeniem dzieł sztuki zajmował się również iście etnograficzną pracą: nagrywał wywiady z twórcami, prowadził dokumentację fotograficzną i opisową. Jego kontakty z artystami nieprofesjonalnymi, z punktu widzenia prawa autorskiego, oznaczały sprawowanie nad nimi opieki. Bolesław Nawrocki zmarł w Warszawie w 2008 r. (3).

W panelu dyskusyjnym brały udział osoby, którym tematyka łamania praw autorskich twórców nieprofesjonalnych jest bliska. Uczestniczyli w nim prawnicy, etnografowie, przedstawiciele władz Stowarzyszenia Twórców Ludowych, inicjatorzy Ogólnopolskiej Akcji na Rzecz Ochrony Praw Autorskich Twórców Ludowych „Łapta złodzieja!” oraz licznie zebrana publiczność, biorąca czynny udział w dyskusji. Już na samym początku, otuchy inicjatorom akcji i twórcom, których prawa autorskie są nagminnie łamane, dodali prawnicy. Okazuje się bowiem, że polskie prawo autorskie jest jednym z najlepszych w Europie. Cóż z tego, skoro brakuje powszechnej świadomości praw przysługujących twórcom nieprofesjonalnym? Dotychczas media informowały jedynie o różnego rodzaju fałszerstwach dzieł artystów uznanych, a postęp cywilizacyjny i rozwój technologii sprawił, że łupem padają obecnie także wytwory autorstwa amatorów, głównie twórców ludowych.
Podczas zorganizowanej w Lublinie przez Warsztaty Kultury konferencji „Patterns of Europe. Wzory Europy” opowieść o akcji „Łapta złodzieja!” została przyjęta z dużym zrozumieniem, co pokazuje, że problem jest powszechnie znany. Od Anny Staniszewskiej, przedstawicielki STL-u usłyszeliśmy, że to co robimy, jest bardzo potrzebne. Podniosło mnie to na duchu i zmotywowało do dalszej pracy na rzecz praw autorskich twórców ludowych. Nawiązała się także chęć ściślejszej współpracy ze Stowarzyszeniem Twórców Ludowych. Dlatego bardzo poważnie myślimy o powołaniu Rady Naukowej, w skład której weszliby etnografowie, pracownicy placówek muzealnych oraz przedstawiciele STL-u.

Proceder kradzieży (nie boję się używać tego słowa) jest na tyle powszechny, że coraz częściej zwracają się do nas w sprawie akcji „Łapta złodzieja!”, nie tylko lokalni twórcy ludowi. Można powiedzieć, że stanowimy „apteczkę pierwszej pomocy”. Kiedy pokrzywdzona osoba rozmawia ze mną o problemie, przede wszystkim staram się ją uspokoić. Zdaję sobie sprawę, że te bardzo przykre sytuacje wpływają na psychikę artysty ludowego i zakłócają jego proces twórczy. Jego stan można porównać nawet do syndromu osoby zgwałconej. Usprawiedliwiam to mocne sformułowanie faktem, że dopuszczenie się kradzieży utworu lub jego fragmentu i czerpanie korzyści majątkowej z wielokrotnego wykorzystania go, często w olbrzymich ilościach, na różnego rodzaju przedmiotach użytkowych, sprawia, że twórca ludowy traci chęć do pracy. Okradziony artysta bywa przekonany, że każde jego kolejne dzieło, które znajdzie się na wystawie, w katalogu czy publikacji internetowej, natychmiast zostanie skopiowane i w podobny sposób wykorzystane. Często nie wie w jaki sposób dochodzić swoich praw, a w wielu przypadkach wstydzi się nawet ujawnić zaistniałą sytuację. Warto podkreślić, iż twórczość tego rodzaju bywa podstawowym źródłem utrzymania autora. Znam przypadki zakłócających akt twórczy stanów depresyjnych, które mogą doprowadzić nawet do zaprzestania działalności artystycznej. To, jak w efekcie domina, powoduje kolejne konsekwencje w postaci braku środków na utrzymanie siebie i rodziny. Okradziony twórca najczęściej sam boryka się z tym problemem; okazuje się bowiem, że członkowie rodziny nie bardzo potrafią go wesprzeć.
W przypadku uzasadnionego podejrzenia o naruszenie praw autorskich, na prośbę osoby pokrzywdzonej, dokonujemy zabezpieczenia materiału dowodowego, jeśli taki uda się zdobyć. Ponieważ proceder istnieje głównie w Internecie, nie jest to nadzwyczaj trudne. Następnie zgromadzone dane porównuję z materiałem źródłowym udostępnionym przez twórcę (4).
Na podstawie zebranych dokumentów, występujemy pisemnie w imieniu zainteresowanego do podmiotu naruszającego prawo, z informacją o krzywdzie, jaką wyrządził. Często kontakt ten sprawia, iż druga strona sporu składa przeprosiny, zaprzestaje procederu i dobrowolnie naprawia szkodę. Bywa, że opór ze strony osoby czy instytucji, która dopuściła się naruszenia prawa, wymaga dodatkowego wsparcia prawnego. Wtedy proponujemy, aby pokrzywdzony poprosił o pomoc adwokata, by ten zajął się dalszą pracą nad ewentualnym wszczęciem postępowania sądowego. Oczywiście udostępniamy przygotowaną wcześniej dokumentację dotyczącą prawdopodobnego naruszenia prawa.
W przypadkach kiedy nie ma potrzeby korzystania z pomocy prawnika, staramy się doprowadzić do konfrontacji z osobą naruszającą prawa autorskie. Pierwsze spotkanie często odbywa się bez obecności pokrzywdzonego, ponieważ nie zawsze zdobywa się on na odwagę, by stanąć twarzą w twarz ze złodziejem.
Zadziwiające bywają wyjaśnienia osób sięgających po cudzą własność. Najczęściej pojawiającym się argumentem jest „pragnienie kultywowania naszego dziedzictwa kulturowego”, lub „czerpanie z dorobku narodowego, czyli wspólnego dziedzictwa”. Co za tym idzie „twórca powinien się cieszyć, że jego wzór jest na tak wielu wspaniałych przedmiotach” (5). Owszem, zgadzam się z aspektem promocji rodzimej kultury, ale dlaczego dzieje się to bez wiedzy i zgody autora konkretnego utworu?
Inne tłumaczenie, mocno podpierane rzekomą wiedzą z zakresu etnografii (konkretnie polskiej sztuki ludowej), bazuje na przekonaniu, iż twórca ludowy jest anonimowy. Zgodzę się z tym, ale tylko do pewnego stopnia. Wiele prac naukowych poświęconych tej tematyce jasno mówi, że twórczość ludowa była niegdyś anonimowa. Zmieniło się to m.in. dzięki działalności Cepelii, która wydawała twórcom atesty na konkretne wzory. Obecnie artysta ludowy przestał być anonimowy. Dzięki różnego rodzaju imprezom muzealnym i plenerowym, na których prezentuje swoje wyroby i prowadzi warsztaty, uwiarygadnia autentyczność dzieł i reprezentowanej przez siebie dziedziny twórczości ludowej. Bardzo często obrona podmiotu posądzonego o naruszenie praw autorskich oskarża autora dzieła, że go nie sygnował. Gdy rozmawiam o tym z pokrzywdzonymi twórcami, zazwyczaj pukają się w głowę i mówią: „No jak ja bym to podpisała, to kto by kupił takie pomazane? Tak się przecież nie robi. To by wyglądało śmiesznie i niepoważnie” (6).
Znajdują się też i tacy, którzy tłumaczą się niewiedzą. Słyszałam od pewnego twórcy ludowego, że oskarżona o kradzież osoba, po spotkaniu w obecności prawnika wyjaśniała, że wzór zaczerpnęła z Internetu i nie wiedziała, że należy do tego twórcy. „Bo jakby było podpisane, to bym się może odezwała i porozmawiała na temat wykorzystania wzoru” (7). Dowodzi to, iż brak podpisu jest interpretowany jako „własność niczyja, więc można śmiało ją wykorzystywać” (8).
Nic bardziej mylnego.
Zdarzają się też przypadki wypierania się winy, polegające na zanegowaniu rzeczywistych praw autorskich twórcy. Złodziej tłumaczy, iż nie ma pewności, czy ten artysta wykonał dany wzór i że nie może tego udowodnić. Jeśli rzecz dotyczy np. wzoru pochodzącego z wycinanki, wystarczy podać twórcy nożyczki – w krótkim czasie jest on w stanie wykonać podobne lub identyczne dzieło. Dotychczas nie udało nam się niestety sprowokować podobnej prezentacji przed sądem.
Kwestionowanie istnienia prawa autorskiego w odniesieniu do twórcy ludowego pojawia się także w wypowiedziach osób publicznych, legitymujących się wyższym wykształceniem.

W ostatnim czasie udało nam się udokumentować największą w historii regionu wystawę wycinanek łowickich. Jedno z ugrupowań politycznych samowolnie wykorzystało do swoich materiałów wyborczych szereg różnych wycinanek żyjących i nieżyjących twórców. Na nasz apel, skierowany także do wiadomości mediów, otrzymaliśmy od znanego polityka pozbawioną sensu odpowiedź, która udowodniła brak znajomości obowiązującego prawa. W publikacji prasowej stwierdził on, iż sztuka ludowa nie podlega jakiemukolwiek prawu, które miałoby ją chronić. Jego zdaniem wycinanki łowickie są nasze, każdy wie jak wyglądają i że są do siebie podobne, różnią się tylko kolorystyką, rzadziej kształtem. Hasłem przewodnim odpowiedzi było stwierdzenie, że powinnyśmy z niej korzystać (9).
Pojawiają się też tacy amatorzy cudzej własności intelektualnej, którzy chcąc wyjść z sytuacji obronną ręką tłumaczą, że szukali twórcy, usiłowali się z nim skontaktować – bezskutecznie. To wyjaśnienie szyte bardzo grubymi nićmi. W przypadku twórców regionu łowickiego powstało kilka publikacji, nie tylko prezentujących ich sylwetki, ale zawierających również dane kontaktowe (10). Problem w nawiązaniu kontaktu może pojawić się w przypadku dzieł twórcy nieżyjącego i rozumiem, że odnalezienie jego rodziny bywa trudne. Zdaję sobie też sprawę, że po upływie 75 lat od śmierci artysty prawa autorskie majątkowe wygasają. Niestety muszę zauważyć, iż z racji większej atrakcyjności w formie i kolorystyce, przedmiotem kradzieży są najczęściej wyroby współczesne, wykonane przez żyjących twórców. Warto dodać, że dotyczy to twórców najwybitniejszych.
Na zobrazowanie tego przykładu przytoczę historię mojej interwencji na ogólnopolskiej imprezie targowej. Zaledwie po kilku godzinach od ujawnienia na stoisku pewnego wystawcy dowodów naruszenia prawa autorskiego na szkodę konkretnego twórcy ludowego, którego nazwisko w rozmowie podałam, nieuczciwy przedsiębiorca dotarł do źródła wzoru. Szybko skontaktował się z autorem dzieła pierwotnego i asekuracyjnie namawiał go do podania numeru konta bankowego, celem złożenia stosownej gratyfikacji finansowej za wykorzystanie utworu. Co więcej, był gotów na uzgodnienie wynagrodzenia za każdą sztukę zdobionego wzorem produktu.
Najdziwniejsze wyjaśnienia pojawiają się jednak nie od przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą na niewielką skalę, ale ze strony dużych firm. Przedstawiciel, a czasem nawet właściciel firmy, tłumaczy, że zatrudnił grafika, który to zaprojektował, albo „grafik lub agencja reklamowa skądś to wzięła” (11). Na pytanie skąd, nie potrafi podać odpowiedzi, co więcej zdarza się, że w tym momencie zaczyna się jąkać, jego wypowiedź staje się nieskładna, niezrozumiała. To dla nas jeden z sygnałów, że rozmawiamy z osobą, która zaczyna sobie uświadamiać, że popełniła czyn niezgodny z prawem. Podczas dalszych wyjaśnień okazuje się, że źródłem jest oczywiście Internet. Bywa, że wersja odpowiedzi zmienia się diametralnie i wtedy przyłapany na kradzieży producent utrzymuje, iż wzór dostarczył mu klient. W większości przypadków jest to klient anonimowy.

Coraz częściej spotykam się też z pytaniami, czy można wykorzystać jakiś wzór do konkretnego celu i w jaki sposób zrobić to legalnie. Wskazuję wówczas zgodną z prawem drogę w postaci kontaktu z twórcą, który zwykle na podstawie umowy, a co za tym idzie wypłaconego mu honorarium, wyraża zgodę na wykorzystanie danego wzoru w odniesieniu do konkretnego produktu, a także określa czas użytkowania swojego dzieła. Zgodnie z prawem udzielenie licencji lub przeniesienie praw autorskich majątkowych wymaga formy pisemnej określającej zarówno przedmiot i warunki umowy, jak i obszar eksploatacji. O tym czy i w jakiej formie dany utwór zostanie wykorzystany, decyduje jego twórca.
Dziwnym i niezrozumiałym jest dla mnie fakt, iż posiadanie paragonu fiskalnego, stanowiącego dowód zakupu jednego egzemplarza konkretnego wyrobu rękodzielniczego, traktowane jest często jako dokument potwierdzający przeniesienie praw autorskich.
Proceder kradzieży dzieł twórców ludowych w Internecie poza tym, iż jest powszechny, jest też… nieprzemyślany. Z żądzy zarobienia łatwych pieniędzy bezmyślnie kopiowane są zamieszczane w sieci obrazy. Co ciekawe – coraz większa liczba produktów (często biżuterii) wykorzystuje wzory nie tradycyjne, a stylizowane, o czym złodziej nie ma najmniejszego pojęcia. Kiedy taka sprawa zostaje ujawniona, o wiele łatwiej jest dowieść jego winy. Paradoksalnie znaczna część kradzieży dzieł ze stron internetowych zostaje odkryta dzięki ich dalszemu publikowaniu w sieci.
Jednym z większych sukcesów akcji „Łapta złodzieja!” była sądowa konfrontacja instytucji państwowej z twórczynią ludową z Łowicza, której prawa zostały naruszone. Przedmiotem sporu był medal wybity z okazji Prezydencji Polski w Unii Europejskiej, na którym wykorzystano łowicką wycinankę. Ujawniona przez nas sprawa obiegła media wzbudzając duże zainteresowanie. Zawarta w tym przypadku ugoda jest niewątpliwym potwierdzeniem słuszności podjętych przez nas działań.
Zważywszy na toczące się podobne sprawy, niecierpliwie oczekujemy na konkretny wyrok sądu, dotyczący naruszenia praw autorskich twórców ludowych, który mam nadzieję traktowany będzie jako precedens w podobnych rozstrzygnięciach prawnych. Od prawników biorących wraz z nami udział w konferencji w ramach projektu „Patterns of Europe | Wzory Europy” dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie niebawem taki wyrok zapadnie.

Znam wiele spraw dotyczących naruszenia praw autorskich i zauważam, że w większości z nich zarówno twórca, jak i podmiot korzystający bezprawnie z jego własności intelektualnej, działają na terenie kraju. Zaobserwowaliśmy tylko kilka przypadków, w których domniemanym sprawcą może być firma zagraniczna. Należy żywić nadzieję, iż wycinanki pozostaną łowickie, a ciupagi zakopiańskie. Cóż bowiem dziać się będzie z naszą kulturą, jeśli tradycyjne wyroby rękodzieła ludowego będą masowo produkowane w Chinach lub na Tajwanie? Powstrzymanie tego procederu leży także w gestii nabywców. Baczmy zatem, kupując kolorowe pamiątki regionalne lub wytwory rodzimej sztuki ludowej, aby ich pochodzenie nie wzbudzało wątpliwości.

łapta złodzieja!

BIBLIOGRAFIA:
Bartosiewicz M., Słomska J., Łowickie. Twórcy ludowi, Łowicz 2007.
Chełmińska-Świątkowska J., Wycinanka łowicka, Lublin 1950.
Fryś E., Iracka A., Pokropek M., Sztuka ludowa w Polsce, Warszawa 1988.
Grabowski J., Sztuka ludowa, formy i regiony w Polsce, Warszawa 1967.
Grabowski J., Sztuka ludowa, Warszawa 1977.
Jackowski A., Polska sztuka ludowa, Warszawa 2001.
Jackowski A., Sztuka ludowa, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. II. Wrocław 1981.
Reinfuss R., Świderski J., Sztuka ludowa w Polsce, Kraków 1960.

Przypisy:

1 http://www.guzikowo.eu/laptazlodzieja.html

2 Wystawa została otwarta 16 listopada 2013 r. w Dużym Pokoju na ul. Koszykowej w Warszawie.

3 http://etnograficzna.pl/portrety-tworcow-nieprofesjonalnych-z-archiwum-fotograficznego-boleslawa-i-liny-nawrockich/

4 Często korzystam też z prac naukowych poruszających tematykę sztuki ludowej, nieprofesjonalnej, autorów, których publikacje wymieniam w bibliografii.

5 Autentyczne wypowiedzi osób, którym udowodnione zostało naruszenia praw autorskich twórcy ludowego.

6 Wypowiedź jednej z twórczyń ludowych, kiedy rozmawiałam z nią już po przeprowadzeniu konfrontacji z osobą, która naruszyła prawo autorskie, wykorzystując motyw wycinanki łowickiej na przedmiotach użytkowych.

7 Autentyczna wypowiedź osoby, której udowodnione zostało naruszenie praw autorskich twórcy ludowego.

8 Autentyczna wypowiedź osoby, której udowodnione zostało naruszenie praw autorskich twórcy ludowego.

9 Specjalnie nie używam ani nazwy ugrupowania politycznego, ani nazwisk konkretnych kandydatów, czy nazwisk twórców, których dzieła zostały wykorzystane. Nie podaję też pełnego cytatu, parafrazuję go tylko, ale w takiej samej konwencji językowej, która w sposób bardzo pogardliwy przedstawia twórcę i jego prawo do obrony własnej działalności twórczej.

10 Jedną z nich jest np. książka Bartosiewicz M., Słomska J., Łowickie. Twórcy ludowi, Łowicz 2007.

11 Autentyczna wypowiedź osoby, której udowodnione zostało naruszenie praw autorskich twórcy ludowego.